Moje wyjazdy jako dziecka na wieś do babci zawsze kończyły się jakimiś  ciekawymi , często niebezpiecznymi przygodami. W czasie ostatnich wakacji, które spędziłam u babci, kilka takich miałam,  na przykład wybrałam się na grzyby do lasu. Babcia odradzała mi tego dnia wyprawę ponieważ było bardzo gorąco, ale ja się uparłam. Zadowolona maszerowałam równym krokiem i byłam z siebie dumna bo już w czasie pierwszych piętnastu minut udało mi się uzbierać pół koszyka pięknych prawdziwków. W zasadzie to zbierałam się już do domu gdy zobaczyłam wiewiórkę. Chciałam ją zobaczyć z bliska więc powoli szłam w jej kierunku i gdy już byłam całkiem blisko o mało nie nadepnęłam na żmiję. Piszczałam i uciekałam jak oszalała nie patrząc już na nic. Jak zwykle droga z lasu do domu zajmowała mi godzinę czasu , tak tym razem pokonałam ją w dwadzieścia minut. Babcia śmiała się ze mnie jeszcze przez kilka dni , Aż do mojej kolejnej przygody. Jedna z sąsiadek babci miała dużo kur i babcia kupowała od niej jajka. Tego dnia była bardzo zajęta i wysłała mnie. W sumie nudziło mi się więc z chęcią się tam wybrałam. Tylko , że babcia nie ostrzegła mnie, że nasza sympatyczna sąsiadka oprócz kur posiada jeszcze inny rodzaj drobiu. Najpierw usłyszałam za sobą jakiś dziwny dźwięk , nie miałam pojęcia co wydaje taki odgłos. Największym błędem było to, że się obejrzałam. Zobaczyłam stado potężnych ptaków biegnących w moim kierunku, które miały przy głowie coś , co przypominało czerwone korale. Nie kupiłam jajek tylko przybiegłam do babci ,  a ona spokojnie wyjaśniła mi , że to indyki. Od tamtej pory nie mam miłych skojarzeń słysząc o indykach.